Jak być asertywnym – praktyczne porady

Można udawać, że w historii kina asertywność nie miała znaczenia albo przyjąć, że bez niej nie byłoby wielu przełomowych filmów. W tym tekście przyjęta zostanie ta druga opcja. W pracy na planie i w całej branży filmowej asertywność decyduje o tym, czy wizja twórcza przetrwa zderzenie z producentem, budżetem i goniącym terminem. Praktyczna asertywność w kinie to umiejętność mówienia „tak” i „nie” w taki sposób, by chronić jakość filmu, nie paląc przy tym mostów. To nie jest cecha charakteru, tylko zestaw konkretnych zachowań, które można świadomie ćwiczyć. I dokładnie na tym będzie skupiony ten tekst – na przykładach i prostych narzędziach, które da się wdrożyć już przy kolejnym projekcie.

Czym w ogóle jest asertywność w realiach kina

W książkach psychologicznych asertywność często rozumiana jest zbyt abstrakcyjnie. W kinematografii jest dużo bardziej namacalna: to sposób, w jaki reżyser rozmawia z producentem, operator z reżyserem, a młody asystent z całą resztą ekipy. Chodzi o to, by bronić granic i wizji, jednocześnie utrzymując współpracę.

Asertywność na planie to nie jest „stawianie na swoim za wszelką cenę”. To raczej sytuacje w stylu: reżyser umie powiedzieć producentowi, że cięcie kolejnej sceny zrujnuje strukturę filmu – i zrobić to konkretnie, bez obrażania się, ale też bez ulegania presji „bo budżet”. Z kolei młody scenarzysta umie zakwestionować zmiany narzucone przez stację, pokazując alternatywę, zamiast biernie akceptować wszystko, „żeby nie robić problemów”.

Asertywność w kinie to zdolność ochrony filmu przed chaosem ego, nacisków i improwizowanych decyzji, przy zachowaniu roboczych relacji.

W historii kina co chwilę widać, jak różnie to działało. Alfred Hitchcock potrafił twardo bronić kształtu scen, ale robił to precyzją przygotowania – storyboardami, które nie zostawiały wiele pola do dyskusji. Stanley Kubrick bywał skrajnie nieustępliwy, co dawało arcydzieła, ale też kosztowało współpracę z wieloma ludźmi. Ich przykłady pokazują, że sama siła przebicia nie wystarczy – liczy się sposób, w jaki jest komunikowana.

Granice, które naprawdę trzeba chronić (a które można odpuścić)

Bez jasnych granic nie ma asertywności, jest tylko reagowanie na bieżące konflikty. Warto zacząć od ustalenia, co w danym projekcie jest nienegocjowalne, a co można elastycznie dostosować. W historii kina widać to świetnie: niektórzy twórcy byli nieugięci w jednym obszarze, za to miękcy w innym.

Dla jednych reżyserów absolutną granicą jest ton filmu – nie zgodzą się na wycięcie niewygodnej sceny, jeśli rozwala to emocjonalny rytm całości. Inni traktują ton bardziej elastycznie, za to zębami bronią obsady, bo wiedzą, że chemia między konkretnymi aktorami jest nie do odtworzenia. Widać to np. w historii „Ojca chrzestnego”: bez asertywnego uporu przy obsadzie Pacino i Brando film wyglądałby zupełnie inaczej.

Na poziomie praktycznym warto spisać dla siebie – przy każdej produkcji – krótką listę:

  • 3 rzeczy nienegocjowalne (np. zakończenie, główny motyw muzyczny, konkretna lokacja)
  • 3 rzeczy elastyczne (np. długość dialogów, drobne skróty w wątku pobocznym)
  • 3 rzeczy, z których można świadomie zrezygnować, jeśli pomoże to uratować coś ważniejszego

Taka lista nie jest po to, by sztywno się jej trzymać, ale żeby w chwili napięcia nie decydować pod wpływem emocji. Asertywność to w dużej mierze umiejętność mówienia „nie” tam, gdzie naprawdę ma to sens – i „w porządku”, gdy pole walki nie jest warte energii.

Język asertywny: jak mówić, żeby słuchali na serio

W branży filmowej emocje są normą. Napięte terminy, wielkie ambicje, starcie wielu ego. Asertywność nie polega na tym, żeby emocji nie było, tylko żeby język nie dolewał benzyny do ognia.

Konstrukcja wypowiedzi, która działa na planie

Najpraktyczniej sprawdza się prosty schemat wypowiedzi, który kilka razy ratował trudne projekty: fakt – znaczenie – propozycja. To dokładne przeciwieństwo krzyku „to bez sensu!”. Zamiast ogólnych ocen, zostają trzy krótkie elementy.

Na przykład:

  • Fakt: „W tej wersji scenariusza wycięte są dwie sceny w środku wątku A.”
  • Znaczenie: „Przez to przemiana bohatera wydaje się nagła i mało wiarygodna.”
  • Propozycja: „Zamiast obu scen zostawmy jedną, ale przesuniętą bliżej finału aktu.”

Taki sposób mówienia spełnia kilka warunków asertywności naraz: nie ma osobistych ataków, jest konkret, jest troska o film, jest też wyjście z inicjatywą. Co ważne – zostawia drugiej stronie twarz. Producent czy showrunner nie musi „przyznać się do błędu”, tylko może konstruktywnie podjąć propozycję.

Podobnie działa asertywność przy odmowie. Zamiast suchego „nie damy rady tego nakręcić”, dużo skuteczniejsze jest:

„Przy tym budżecie i w tym terminie nie da się nakręcić tej sceny w jeden dzień bez obniżenia jakości. Można:

  • albo podzielić ją na dwa dni zdjęciowe,
  • albo uprościć choreografię ruchu kamer,
  • albo przenieść część dialogu do innej, tańszej lokacji.”

To nadal jest odmowa – ale konstruktywna, spokojna i broniąca jakości projektu.

Asertywność a hierarchia: od studia po plan

Kino jest silnie hierarchiczne. Z jednej strony wielkie studia, platformy, telewizje; z drugiej – dziesiątki ludzi na planie, gdzie każdy ma swoje miejsce w łańcuchu decyzyjnym. Asertywność wygląda inaczej w rozmowie reżyser–producent, inaczej między operatorem a asystentem kamery.

W górę, w dół i w bok – trzy kierunki asertywności

W górę, czyli wobec osób wyżej w hierarchii (np. producent, redaktor naczelny stacji), asertywność polega na tym, żeby nie redukować się do wykonawcy. Historia kina pełna jest projektów rozwodnionych przez brak sprzeciwu przy stole montażowym. Twórca, który potrafi spokojnie zakwestionować decyzję „z góry” i pokazać alternatywę, często ratuje film przed byciem kolejnym plastikowym produktem.

Tu przydaje się zasada: zawsze idzie się z problemem i z propozycją rozwiązania. Sama krytyka z góry przegrywa z argumentem budżetu czy ramówki. Krytyka + propozycja ma szansę wejść do rozmowy jako realna opcja.

W dół, wobec osób młodszych stażem, asertywność to umiejętność mówienia „nie” bez upokarzania i „tak” bez rolowania się. Wybitni reżyserzy z historią współpracowników na lata mieli zwykle jedną cechę wspólną: umieli stawiać twarde wymagania w sposób klarowny i przewidywalny. Jednego dnia potrafili mocno skrytykować scenę, ale jeszcze tego samego dnia podać rękę i konkretnie powiedzieć, co poprawić.

W bok, między równorzędnymi członkami ekipy (np. reżyser–operator, montażysta–kompozytor), asertywność to przede wszystkim jasne ustawienie „czyj jest ostatni głos w danym obszarze”. Typowy konflikt: operator walczy o spektakularny kadr, który rozbija rytm sceny; reżyser broni rytmu. Jeśli na początku współpracy nie zostanie ustalone, kto komu ustępuje w jakich sytuacjach, napięcie narasta przez cały plan.

Im wyraźniej ustalona hierarchia odpowiedzialności, tym mniej agresji i uległości, a więcej asertywności. Ludzie nie walczą wtedy o władzę, tylko o jakość.

Historyczne przykłady asertywności (i jej braku)

Historia kinematografii to kopalnia praktycznych lekcji z asertywności. Część arcydzieł powstała dlatego, że ktoś postawił się studiu; inne – mimo że nikt się nie postawił – są dziś klasykami bardziej przez przypadek niż przez świadomą obronę wizji.

Reżyser kontra studio – kiedy warto się uprzeć

Często przytaczany jest przypadek „Blade Runnera” Ridleya Scotta. Wersja kinowa z 1982 roku została narzucona przez studio, z dodanym komentarzem z offu i „szczęśliwym zakończeniem”. Asertywność reżysera nie przebiła się wtedy przez presję producentów i wyniki badań fokusowych. Dopiero lata później, przez kolejne „cuts”, film wrócił do kształtu bliższego zamierzeniom twórców.

Z kolei Francis Ford Coppola przy „Czasie Apokalipsy” szedł z producentami na otwartą wojnę, ryzykując praktycznie wszystko. Można dyskutować, czy to była jeszcze asertywność, czy już obsesja, ale jedno jest pewne: bez nieustępliwej obrony długości i struktury filmu, powstałby kolejny „sensacyjniak o Wietnamie”.

Nie chodzi o kopiowanie czyjejś skrajnej postawy, tylko o wyciągnięcie wniosku: w krytycznych punktach produkcji potrzebne są jasne „nie”, wsparte konkretną argumentacją. Asertywność nie polega na tym, że zawsze trzeba iść na kompromis. Czasem jej najbardziej dojrzałą formą jest świadoma odmowa, nawet jeśli kosztuje to część budżetu czy gorszą pozycję przy kolejnym projekcie.

Techniki, które pomagają ćwiczyć asertywność w praktyce

Teoria teorią, ale na planie nie ma czasu na wymyślanie konstrukcji zdań. Dlatego warto mieć kilka prostych, „gotowych” narzędzi do użycia w sytuacjach napięcia.

  • „Stop-klatka” w rozmowie – gdy pojawia się presja („podpisz to teraz”, „zdecydujmy dziś”), asertywna odpowiedź brzmi: „Potrzebny jest czas do jutra, żeby sprawdzić, co to robi z harmonogramem / budżetem / konstrukcją scen.” Krótkie, neutralne, a daje przestrzeń na przemyślenie.
  • Powtarzanie sedna – gdy rozmowa ucieka w emocje i dygresje, asertywna postawa to spokojne wracanie do punktu wyjścia: „Rozmowa jest o tym, czy ta scena ma zostać w filmie. Reszta to dodatkowe kwestie.”
  • „Tak, ale inaczej” – zamiast frontalnego „nie”, czasem lepiej: „Zgoda na skrócenie sceny, ale nie przez wyrzucenie dialogu, tylko przez zagęszczenie wejść i wyjść postaci.” To nadal obrona istoty sceny, ale w formie współpracy.
  • Limit czasu na kłótnię – przy zespołowych konfliktach działa proste ustalenie: 15 minut na wymianę argumentów, potem jedna osoba decyduje (wcześniej uzgodniona). To brutalne dla ego, ale zbawienne dla filmu.

Każde z tych narzędzi można ćwiczyć nawet poza planem – przy lekturze notatek od producenta, w rozmowie z ekipą przy przygotowaniach czy na etapie developmentu scenariusza. Ważne, żeby asertywność nie pojawiała się dopiero wtedy, gdy wszystko już płonie.

Asertywność w obronie samego siebie, nie tylko filmu

Wreszcie aspekt osobisty, o którym w branży mówi się wciąż za mało. Asertywność to także ochrona własnego zdrowia, czasu i godności. W historii kina zbyt wielu utalentowanych ludzi wypaliło się, bo nie umiało powiedzieć „dość” przy dwunastogodzinnych zdjęciach dzień po dniu, niekończących się poprawkach czy nadużyciach władzy.

Granice osobiste są równie ważne jak granice artystyczne. Odmowa pracy za darmo „bo to świetna ekspozycja” dla kogoś, kto ma już na koncie kilka udanych projektów, jest w pełni uzasadniona. Tak samo jak sprzeciw wobec naruszania bezpieczeństwa na planie lub ignorowania podstawowych zasad BHP „bo nie ma czasu”.

Asertywna postawa w takich sytuacjach brzmi mniej więcej tak: „W tej formie zadanie nie zostanie wykonane, bo jest niebezpieczne / przekracza możliwości czasowe / jest niezgodne z wcześniejszymi ustaleniami. Jeśli zostaną spełnione warunki X i Y, można wrócić do tematu.” Bez krzyku, bez dramatyzowania, za to z bardzo jasnym sygnałem, że pewne rzeczy nie przejdą.

Zdrowa asertywność nie zabija filmów – przeciwnie, sprawia, że ludzie mają siłę i chęć robić kolejne.

W długim horyzoncie to właśnie ta „cicha” asertywność buduje kariery, o których potem mówi się w kategoriach legend kina – nie tylko ze względu na same filmy, ale też na sposób, w jaki powstawały.